Koh Samui zjechaliśmy właściwie całą dookoła. Nie jest to specjalny wyczyn, bo wyspa nie jest zbyt duża. Odwiedzaliśmy różne miejsca, w tym te polecane w przewodnikach, a czasem zbaczaliśmy sobie, bo tak. Miejsca "przewodnikowe" opiszemy oddzielnie, tutaj opiszemy miejsca różne, które nie są może atrakcjami turystycznymi, ale nam jakoś zapadły w pamięć.
 |
Stoisko z kurami na patyku
|
 |
| Kura na patyku, to tu akarat udko w słodkiej glazurrze - całe 40THB |
 |
| Bazarek z jedzeniem koło jednej z przystani. Lody były super. Idąc za przykładem dzieci kupiliśmy też słodycze. Wyglądały nieźle, ale smakowały słono-gorzko. Wypluliśmy po jednym kęsie. |
 |
| Praktycznie pusta plaża gdzieś na południu wyspy. Przechodziło się do niej przez 5cio gwiazdkowy hotel, do którego ponoć przyjeżdżają światowe gwiazdy. Ceny w restauracji sugerują, że może być to prawda. |
 |
| Świątynia przy drodze. Nie była zabytkowa, ale nas urzekł spokój tego miejsca. |
 |
| Przy świątyni był też cmentarz |
Wypada też wspomnieć o miejscu z przewodnika. Tylko jedno zdjęcie, bo na więcej nie mieliśmy ochoty. Jest to ponoć zabytkowa wioska rybacka. Miejsce jest zupełnie bez klimatu. W dodatku tutaj doświadczyliśmy bezsensownego hinduskiego chamstwa. Tak, hinduskiego. W każdym przewodniku piszą o możliwości uszycia w Tajlandii garnituru na miarę. To o czym nie piszą to fakt, że biznes ten w większości został opanowany przez hindusów. Przynajmniej na Koh Samui. Przechodziliśmy koło takiego hinduskiego zakładu krawieckiego, kiedy hindus, oczywiście zaczynając rozmowę od rosyjskiego (mylą nas z ruskimi, w sensie Polaków, nie tylko nas, nawet jak się nie odzywamy), zaczął nagabywać Rafała o uszycie garnituru. Na grzeczne "no thank you" zrobił złą minę i odpowiedział tekstem, który na stałe wszedł do naszego słownika - "No money, go home" :). Gdybyście chicieli uszyć garnitur na miarę, to z sensownego materiału można dostać za 3000 - 4000 THB. Jeżeli dobrze ponegocjujecie, to koszula szyta na miarę może być w pakiecie.
 |
| W wiosce rybackiej zabytkowe były przewody na słupie. Ciekawe czy ktoś jest w stanie dojść, które są podłączone "na lewo" ? |
Często jeździliśmy też na Lamai Beach, a to posiedzieć pod palmą w zupełnym spokoju, a to pograć w bilard, bo tam akurat był fajny i zupełnie pusty lokal, a to posiedzieć w knajpce, która zachwyciła nas tym, że zamiast siedzieć leży się na podestach.
 |
| Widoczek po drodze z Chaweng na Lamai |
 |
| Pod palmą na Lamai |
 |
| Z zewnątrz knajpka wygląda jak kurnik |
 |
| Jedyny poza nami klient |
Odwiedzaliśmy też przy okazji znane miejsca, czyli Big Buddha Temple i Wat Plai Laem.
 |
| Najohydniejsza na świecie rzeźba Buddy |
 |
| Do świątyni Wielkiego Buddy dojeżdża się groblą, że której widać cos takieg przyklejonego do świątyni. Ciekawe czy ktoś tam mieszka ? |
Przy Chaweng Street nie mogło zabraknąć Reagge baru.
 |
I trochę kultury. przy ulicy odchodzącej od Chaweng Street i biegnącej równolegle do niej, wzdłuż jeziora jest bazarek z chińską tandetą. Oferuje takie m.in. atrakcje:
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz