Do Seascepe beach Resort przeprowadziliśmy się po zjedzeniu dobrego śniadanka i skorzystania z basenu w First House Samui. Basen mieli fajny, więc co tam.
| Ktoś tu bezczelnie próbuje się podłączyć do jedzenia |
| W końcu ptaszydło było u siebie, więc nie zbytni się nami nie przejmowało |
| W końcu ptaszor zabrał co swoje i zmienił miejsce posiłku na spokojniejsze |
Przeprowadzkę zrobiliśmy na skuterach.
Nasz nowy pokój był naprawdę super. Tak, jak zresztą cały hotel. Hotel był położony w ogrodzie, z basenem przy samej plaży, dosłownie jak folderów biur podróży.
Ciekawym akcentem był beach boy, grubawy facet o wyglądzie zakapiora, który na każdą prośbę odpowiadał rozzłoszczonym "No", po czym robił to o co się go poprosiło. Z początku myśleliśmy, że taka tu nieuprzejma obsługa, a potem przywykliśmy do tego poczucia humoru. Później z nim rozmawialiśmy i okazał się całkiem miłym facetem.
| Naprawdę ludzkie warunki |
| Obowiązkowa kapliczka na dziedzińcu Widok na hotel od strony oceanu |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz