Skontaktuj się znami

Jeżeli masz jakiekolwiek pytania - po prostu pisz: noninclusive.blogspot@gmail.com

środa, 26 lutego 2014

Molly, czyli jak zdobyliśmy szacunek na dzielni

Wspominaliśmy już, że w Tajlandii ladyboye są na każdym kroku. Molly jest ladyboyem. Pierwszy raz zobaczyliśmy ją w trakcie polowania w dyskoteko-barze (tym samym, do którego zawieźliśmy Niemców z bazarku). Otóż siedział tam zasypiający już przy stoliku około sześćdziesięcioletni nastolatek. Kiedy podeszła do niego Molly wyraźnie się ożywił i odjechał z nią taksówką. Pomyśleliśmy, że  rano miał klasyczny rude awakening.

Nasza pierwsza rozmowa z Molly wglądała tak, że moli przysiadła się i zaproponowała:
"You want to fuck?"
My - "?"
Molly - "No problem, I fuck you both"
My - "eee..."
Molly - "No problem, I fuck her and suck your dick"
My - "yyy..."
Molly - "No problem, you fuck my and I lick her pussy"
My - "....."
Molly - "No problem you fuck and I watch"

Tego było za wiele. Powiedzieliśmy Molly, że nie będzie żadnego "fuck" i jak chce to niech siada i się z nami napije i pogadamy. Zamówiliśmy więc bucket (czyli wiaderko pełne redbulla z wódką - tradycyjny tajski drink na kilka osób, bo jakby ktoś nie wiedziała, to Redbull jest tajskim wynalazkiem") i zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że Molly, tak jak większość pracujących na Koh Samui w sezonie ladyboyów pochodzi z najbiedniejszej prowincji Tajlandii - Issan. Pracują, by wysyłać rodzinie pieniądze. Trochę porozmawialiśmy, potem widywaliśmy Molly jeszcze trochę, aż do kulminacji. W czasie kiedy Rafał poszedł na walki Muay Thai, Kasia spędzała czas w barowy sposób. Kiedy się spotkaliśmy, przyszła Molly. Wypiliśmy kilka bucketów, trochę porozmawialiśmy i przy okazji poznaliśmy innych ladyboyów. W końcu skończyła się nam kasa (a kartę zostawiliśmy, żeby nie zgubić, w pokoju), ale okazało się, że to "no problem" i że teraz "we go together" to the disco. 
Poszliśmy do największej i najbardziej rzygowej turystycznej dyskoteki na Chaweng Beach - "Mango". Nie wiemy, czy wstęp był płatny, bo bramkarze znali Molly i dostaliśmy "VIP lounge" na pięterku. W dyskotece byli sami biali turyści i zaczepiające ich, zapewne bezinteresownie, w celach zapoznawczych, tajskie dziewczyny. Obok nas siedziały jakieś Tajki i na sygnał zrzucały na dół niewielkie pakuneczki. Molly zamówiła olbrzymi bucket i shishę. Siedzieliśmy, piliśmy i paliliśmy (chyba tylko tytoń), a potem Rafał poszedł z Molly na parkiet. 
Była sensacja. Wytykali nas palcami, chyba myśląc, że jestem kolejnym głupim turystą, który dał się nabrać. Tym fajniej było. Oczywiście, jak tylko zostawaliśmy sami Molly próbowała zaciągnąć mnie do toalety na mały blowjob i ogólnie nakręcała nas na "little triangle", ale to chyba siła przyzwyczajenia. Niestety straciliśmy tą życiową okazję.
Bawiliśmy się razem do rana, tj. do momentu kiedy wpadła Policja i przerwała imprezę (chyba miało to coś wspólnego z siedzącymi koło nas Tajkami i ich pakuneczkami). Molly wyprowadziła nas po cichu i rozeszliśmy się. 
To nasza jedyna fotka z Molly:

Molly, ladyboy, Koh Samui, Tajlandia, Chaweng Beach

Po tej nocy pozdrawiały nas wszystkie prostytutki na Chaweng Street. Szacunek ludzi ulicy.
Ostatniego wieczoru, kiedy wracaliśmy do hotelu, z zaułka wychynęła ładna dziewczyna na skuterze i powiedziała - "You are Kasia and Rafal. I'm same same Molly, im Molly's fried" i uściskała nas na pożegnanie. Słowo wyjaśnienia - Tajowie nie mówią "the same" tylko "same same". Ciężko się nie uśmiechnąć.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz