Skontaktuj się znami

Jeżeli masz jakiekolwiek pytania - po prostu pisz: noninclusive.blogspot@gmail.com

środa, 19 lutego 2014

W drodze na Koh Samui

Luxury AC Bus okazał się dosyć starym autokarem, faktycznie z klimatyzacją. W środku na każdym siedzeniu leżał śmierdzący kocyk do przykrycia i ogólnie nie pachniało. Towarzystwo jechało międzynarodowe, backpakerskie, co oznacza w wolnym tłumaczeniu - niedomyte. Podróż umilały nam wystające nad oparciem z tylnego siedzenia stopy dwóch bardzo backpakerskich fracuzek. 

Rafał nie mógł spać, obejrzał więc dwa filmy (tak, telewizor w autokarze też był). Po dwóch filmach telewizor zgasł, co chyba miało oznaczać, że biali mają teraz spać. Po drodze zatrzymywaliśmy się dwukrotnie w zaprzyjaźnionych z przewoźnikiem knajpkach po środku niczego, gdzie z braku alternatywy z radością zapłaciliśmy jak za zboże za coś do jedzenia i przywilej skorzystania z czegoś, co podobno było toaletą.

W końcu ok 8 rano autokar wysadził nas w kolejnej knajpce pod Surat Thani. Tam zostaliśmy oznakowani kolorowymi karteczkami, w zależności gdzie kto jechał dalej i mieliśmy czekać na mniejsze busiki, które miały nas porozwozić. Oczekiwanie trwało około dwóch godzin.

Tajlandia - w drodze na Koh Samui
Poranek pośrodku niczego. Rafał ometkowany i gotowy do transportu.


Pies dzielnie nas pilnował
Ptaszydło jakich w Tajlandii pełno, połączenie gołębia z kurą

 W końcu przyjechał busik, który zawiózł nas na przystań. Tam czekaliśmy na prom około godziny.

W oczekiwaniu na prom
Zbieracze małży pracujący pod molo
Rybak sprawdza sieci koło molo
Sama podróż na wyspę trwała około dwóch godzin i była bardzo przyjemna. Siedzieliśmy sobie na górnym pokładzie rozkoszując się morską bryzą i pięknymi widokami wokół. Na początku planowaliśmy złapać tuk-tuka na miejscu (tuk-tuki na Koh Samui różnią się od tych w Bangkoku - tutaj są to takie półciężarówki z dwoma rzędami siedzeń), jednak na promie zaczepiła nas uprzejma pani, i po chwili negocjacji zdecydowaliśmy się kilmatyzowany busik za 150 THB za osobę. Po przybyciu na przystań okazało się, że nie było co się spieszyć, bo tłoczyło się tam od tuk-tuków i busików, ale nie czuliśmy się szczególnie pokrzywdzeni przez los.

Płyniemy....
...i w zadumie podziwiamy widoki za oknem...
...mniej więcej takie

Czas przyjazdu rozminął się nieco z deklarowanym przez biuro podróży - na Koh Samui byliśmy po 14.00. Mamy chyba inne poczucie czasu niż Azjaci.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz