Pierwszego dnia pobytu w Barcelonie, zaraz po śniadaniu ruszyliśmy zwiedzać. Naszym pierwszym celem była Casa Battlo - jeden z najbardziej rozpoznawalnych obiektów w Barcelonie, dom projektowany przez Gaudiego. Jako że odległość od Ramblas do stacji metra Passeig de Gracia, przy której znajduje się Casa Batllo, nie jest specjalnie wielka, postanowiliśmy się przespacerować. Pomimo, że był to już późny wrzesień, to słońce całkiem mocno przygrzewało i spacer był czystą przyjemnością.
| Ramblas |
Tak przedstawiały się nasze wrażenia z Barcelony, czyli dosyć nijako.Być może mieliśmy zbyt wielkie oczekiwania?
W końcu po jakichś 30 minutach dotarliśmy do naszego celu:
Casa Batllo
Tu już nie było rozczarowania. Widok powala. Budynek wygląda jak topiące się lody i nie przypomina niczego, co widzieliśmy wcześniej, Niestety cena wstępu też powala - coś ok. 20 EUR za osobę! Z racji ograniczonego budżetu postanowiliśmy zostawić pieniądze na katedrę Sagrada Familia.
| To budynek obok Casa Batllo, ale też ładny |
Casa Mila
Kolejnym celem był budynek Casa Mila. Nie tak ładny jak Casa Batllo, ale też jedno z "must see" w Barcelonie, więc po krótkim spacetku ukazał się nam taki widok:
Nie pozostało nic innego jak wsiąść w metro i ruszyć do kolejnego celu:
Sagrada Familia
Do katedry jechaliśmy metrem, które jest jedynie słuszną metodą podróżowania po Barcelonie. Metro jest zintegrowane z kolejką podmiejską, która jedzie częściowo pod miastem i można dojechać nią też z i na lotnisko El Prat.
Polecamy kupić bilety T10 - uprawniają do 2 osoby do w sumie 10 przejazdów, za 9,45 EUR. Więcej na kilka dni nie trzeba. Bilet kasuje się trochę w 2 osoby trochę dziwnie - najpierw kasuje jedna osoba, przechodzi przez bramkę i podaje bilet drugiej osobie. Bilety jednorazowe i dzienne kompletnie się nie opłacają - bilet jednorazowy kosztuje 2 EUR, a dzienny 7 EUR.
Jeteśmy tacy mądrzy, bo przed wylotem do Barcelony sprawdziliśmy sobie sporo rzeczy na stronie barcalena.pl. Jest tam sporo praktycznych informacji.
Katedra prezentuje się rzeczywiście okazale i jak na projekt Gaudiego przystało, nie przypomina żadnej innej katedry, ani budynku, który wcześniej widzieliśmy. Hiszpanom się nie spieszy, więc katedra jest w budowie od 1882 r. Widoczne antyczne ( :) ) dźwigi i rusztowania nie psują jednak odbioru budowli. Nas rzuciło na kolana na sam widok.
Po odstaniu swojego w dosyć krótkiej, posezonowej kolejce (tylko 40 minut), pełni zachwytu zostaliśmy wpuszczeni do środka.
Na wejściu kasują jak za zboże - bilet wstępu do Sagrada Familia kosztuje ok. 14 EUR za osobę. Opłaca się kupić pakiet na katedrę i muzeum Gaudiego w Parc Guell - całość ok. 18 EUR za osobę.
Katedra w środku niestety strasznie rozczarowuje. Strasznie jest nowoczesna i nie ma przytłaczającego i ociekającego złotem klimaty jaki powinien mieć porządna architektura kościelna. Po 10 minutach znudziliśmy się fotografowaniem (i obejrzeliśmy wszystko co się dało), więc wyszliśmy na zewnątrz.
Przy katedrze jest muzeum, w którym wystawione są rysunki Gaudiego, odlewy, różne wersje projektów katedry itp.Warto tam zajrzeć, bo jest kilka ciekawych eksponatów do obejrzenia. Muzeum uratowało nas od poczucia zmarnowania 14 EUR :)
W Barcelonie mieliśmy być jeszcze 3 pełne dni, więc postanowiliśmy, że Parc Guell poczeka i trzeba pojechać na plażę do miejscowości Castelldefels.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz